Sto, czasem mniej ludzi zostawa³o na za³odze w Chreptiowie, reszta by³a w ustawicznych rozjazdach

To bêdziem u¿ywa³y! A na twoich zrêkowinach z Ketlingiem, a na twoim weselu! No, je¶li domu nie przewrócê, to niech mnie Tatarzy w jasyr wezm±! Co by to by³o, ¿eby nas tak wziêli? To by dopiero by³o! ha! Dobry etling! Dla ciebie to on muzykusów sprowadza, ale przy tobie i ja u¿ywam. Nie ¶mia³em suponowaæ, ¿eby sam Pan ze mn± gada³, bo jakom ju¿ rzek³: nie czu³em siê godnym, ale mog³o byæ to, ¿e sumienie, które siê by³o czasu wojny przytai³o w duszy jako Tatar w trawach, teraz ozwa³o siê nagle wolê mi bosk± oznajmuj±c. Z perku³abami musicie porozumienie mieæ. ks. Piotr Pawlukiewicz - Ostanê! - rzek³ w¶ród ³ez. - A co mnie do jego koligacyj! - przerwa³ Zag³oba nie taj±c z³ego humoru - ni on mi brat, ni swat, a ja powiem waæpani, ¿e hajduczka dla Micha³a przeznacza³em, bo je¶li miêdzy dziewkami, które na dwóch nogach chodz± po ¶wiecie, jest od niej lepsza i poczciwsza, to niech ja od tej chwili zacznê chodziæ na czterech jako ursus! - Micha³ jeszcze o niczym nie my¶li, a choæby i my¶la³, to jemu wiêcej Krzysia w oko wpad³a... - Dla Boga, co wa¶ci jest? - zawo³a³ zdumiony gospodarz. Jako¿ Drohojowska i ma³y rycerz zajêci byli rozmow±, a panna Basia mierzy³a sobie dla rozrywki ze szturmaka ku oknu.

- Je¼d¼cy jakowi¶ sadz±! Pan Zag³oba zbudzi³ siê zupe³nie. - A ty, Halim, s³ysza³ o Chmielnickim? - S³ysza³em i s³u¿y³em u Tuhaj-beja, który z Chmielnickim wojn± na Lachów chodzi³, zamki burzy³, dobro bra³... Ex quo wie¶ci o jego niepewnym pochodzeniu, którym jego do¶æ górne maniery przeszkodziæ nie zdo³a³y. - Nie! - odpar³ ze smutkiem rycerz - bo mi znów na d³ugo wyjechaæ przyjdzie. ko¶ció³ scjentologiczny Gdy wiêc gospodarz przez próg go przepu¶ciwszy pyta³ nastêpnie: ”kogo¿ mam honor?” - on siê tylko w boki bra³ i pewien efektu odpowiada³ dwoma s³owami: - Zag³oba sum! Jako¿ nie zdarzy³o siê nigdy, aby po owych dwóch s³owach nie nast±pi³o wielkie ramion otwieranie, okrzyki: ”do najfortunniejszych dni ten zapiszê!”, i nawo³ywania towarzyszów albo dworzan: ”patrzcie! ów jest wzór, gloria et decus wszystkiego Rzeczypospolitej kawalerstwa!” Zbiegali siê tedy podziwiaæ pana Zag³obê, a m³odsi przychodzili ca³owaæ po³y jego podró¿nego ¿upana. - Choæby to miasto by³o i dziesiêæ razy wiêksze, ni¿ jest - rzek³ wreszcie - jeszcze by¶cie waæpanny najcelniejszy jego mog³y stanowiæ ornament. - Z tego ma³¿eñstwa urodzi³ siê pan Miko³aj Smiotanko, tako¿ chor±¿y podolski.

Mo¿e tam ¿yje gdzie jeszcze, mo¿e po ¶mierci Tuhajowej inny j± poj±³ pohaniec, mo¿e Mahometa przyjê³a, mo¿e o bracie zgo³a zapomnia³a, mo¿e jej syn krew moj± kiedy¶ wytoczy... I serce zamiera³o w nim z obawy o ¿ycie ukochanego stworzenia. - Powiedz¿e, co¶ mu powiedzia³a? - Prêdkie by³o pytanie, bo to rezolut, ale prêdka odpowied¼, bo i ja rezolutka: nie! - Wybornie¶ post±pi³a! Niech ciê u¶ciskam! Có¿ on? da³ siê krótko zbyæ? - Pyta³, czyli z czasem nie bêdzie móg³ czego uzyskaæ! ¯al mi go by³o, ale nie, nie; nie mo¿e z tego nic byæ!... Naddniestrzañskie watahy podsycane przez zbiegów ordziñskich szczególniej by³y gro¼ne. - Mieszka ze mn± pan Zag³oba, którego prosi³em, aby wieczerzê przygotowaæ kaza³. alergia Mi³y Bo¿e! ile¿ to razy on mnie, a ja jego w opresji ratowa³em! - Gdybym siê te¿ zrzek³ funkcji deputata? - przerwa³ Skrzetuski. Panna Basia mi to gniewie s³usznym w oczy rzuci³a, ja siê za¶ nie wypieram, ¿em wypad³ z tego domu w furii i lecia³em szukaæ pomsty nad Ketlingiem...

Ile¿ tam bêdzie zabaw, gwaru, popisów, a w¶ród tego wiru, w¶ród t³umów rycerstwa zjawi siê jakowy¶ „on” nieznany, jakowy¶ rycerz taki, jakich tylko w snach dziewczyny widuj±; ten dopiero afektem zap³onie, podoknami z cytr± bêdzie stawa³, kawalkady wyprawia³, d³ugo musi kochaæ i wzdychaæ, d³ugo wstêgê kochanej na zbroi nosiæ, nim po licznych cierpieniach i przezwyciê¿onych przeszkodach do nóg upadnie i mi³o¶æ wzajemn± uzyska. Zdawa³o siê te¿, ¿e j± znajduje, bo i humor mu siê poprawia³ z ka¿dym dniem, a wieczorami bra³ nawet czasem udzia³ w zabawach Basi z panem Nowowiejskim. Do samego Chreptiowa przyci±gnê³o trochê ¯ydków rzemie¶lników; czasem zajrza³ i znaczniejszy kupiec Ormianin, coraz czê¶ciej zagl±dali kramnicy; mia³ wiêc pan Wo³odyjowski niep³onn± nadziejê, ¿e je¶li mu Bóg i hetman d³u¿szy czas na komendzie zostaæ pozwol±, owe zdzicza³e strony zgo³a inn± z czasem przybior± postaæ. Po drodze siê przygodzi!... Dzikie serce Pad³a te¿ na gruby pok³ad mchu wy¶cie³aj±cego niby futrem dno szczeliny, ale wstrz±¶nienie by³o tak silne, ¿e zemdla³a. Szelmy! To my w stepie dzieñ i noc czo³em do nieprzyjaciela stoim, a oni dzie¿ki pe³ne bigosu i jagie³ wo¿±, a ³y¿kami w nie bêbni±! Ot, ich robota! Pan hetman pos³a za pos³em ¶le, o pomoc dla Kamieñca prosi, jako Kasandra upadek Ilium i narodu Priama przepowiada, a ci o niczym nie my¶l±, jeno ci±gle dochodz±, kto przeciw królowi zawini³. Pan Zag³oba licz±c na wichrowato¶æ ma³ego rycerza przeliczy³ siê jednak nieco i w ogóle post±pi³ niezrêcznie mówi±c mu o Krzysinej alteracji, bo pan Micha³ tak siê tym wzruszy³ od razu, ¿e go a¿ co¶ za gard³o chwyci³o.

- Prawda, ¿e to niespodzianie w niego uderzy³o. Pani stolnikowa istna tabakierka graj±ca. Obaj wiedzieli, kiedy Basi samej pozwoliæ na natarcie, a kiedy j± uprzedziæ lub zast±piæ. scjentologia - A komendant tutejszy? Czy ty my¶lisz, ¿eby on ciê w czyjekolwiek rêce wyda³, choæby¶ nie by³ Tuhaj-bejowym synem? A ona! a pani Wo³odyjowska! S³ysza³em przecie, co o tobie przy wieczerzy mówi³a... To rzek³szy sk³oni³a nieco g³owê, jakby daj±c znaæ, ¿e do tych ostatnich pana Wo³odyjowskiego zalicza, on za¶ przyj±³ wdziêcznie odpowied¼. - Ciszej wa¶æ mów, na rany boskie! - zawo³a³a stolnikowa - bo s³u¿ba co us³yszy i jeszcze Krzysi doniesie, a ona i tak ledwie ¿ywa. - To¶ mi z nieba spad³, jak mnie Bóg mi³y! Ketling siad³ na was±g i ruszyli.

A ten sygnecik, gdyby siê na pami±tkê naszego colloquium przygodzi³... Wola boska, ¿e siê pokochali, ale ¿e nie zdradzili, to ich poczciwo¶æ... Chcia³ co¶ mówiæ, chcia³ na nowo podj±æ rozmowê - nie sz³o. - Wstañ, Azja! - rzek³a do klêcz±cego Tatara. Pod wieczór ³uby by³y gotowe, tak ¿e od biedy mo¿na by³o tego¿ samego dnia wyruszyæ. - W±tpliwa jest rzecz! - odpowiedziano ze wszystkich stron. Odt±d siê ju¿ osobno nie bêdziem widzieli, jeno przy ludziach.

„Nie mo¿e to byæ ch³opska krew, bo fantazja by³aby nie taka” - pomy¶la³ sobie Zag³oba. Obowi±zek - mówisz? Niech¿e bêdzie! Kiep, kto siê ogl±da! ¯eby dla kogo innego, nie dla Micha³a, nigdy bym tego nie uczyni³! Tu zwróci³ siê do Char³ampa: - Mo¶ci panie, proszê ze mn± do stajen, konie opatrzym. Dla nas kilka izb w osobnym domie. Oto byli siebie blisko, by³o im przy sobie dobrze i Krzysia, oddawszy siê ca³± dusz± tej wdziêcznej obecno¶ci, nie chcia³a my¶leæ o tym, ¿e ona skoñczy siê kiedykolwiek i ¿e do rozproszenia u³udy potrzeba tylko jednego s³owa Ketlinga: „Kocham!” S³owo to zosta³o wkrótce wymówione. Trafia siê wówczas, ¿e towarzysz jaki upodoba sobie murzê, a murza jego, to sobie amicycjê dozgonn± ¶lubuj±, która siê pobratymstwem zowie. - Nieu¿yty to cz³owiek! - rzek³a pani Wo³odyjowska. Trzeba chyba pój¶æ za ni±! Krzysiu, nie wychod¼! To rzek³szy wysz³a i porwawszy ciep³± jubkê w sieni, bieg³a z ni± do stajni, a za ni± bieg³ Zag³oba, niespokojny o swego hajduczka.


||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||